Moi znajomi przysłali mi ostatnio kilka teledysków. Tak mną „wstrząsnęły”, że muszę się nimi z Wami podzielić.
Tu proszę zwrócić szczególną uwagę na układ choreograficzny
Miałam o tym nie pisać, ale kiedy wczoraj kolejna osoba zapytała, jak mi się kwestowało na Międzynarodowej Wystawie Kotów Rasowych, to opadły mi ręce. Organizator kwesty przekazał mediom informację, że będę zbierać pieniądze na rzecz bezdomnych zwierząt, ale zapomniano o najistotniejszej sprawie - nikt nie rozmawiał ze mną na temat mojego ewentualnego uczestnictwa w tym wydarzeniu. Kiedy zadzwoniłam, żeby dowiedzieć się, o co chodzi, całą odpowiedzialność próbowano przerzucić na mojego byłego managera. Niestety mam spore wątpliwości, ponieważ podczas paroletniej współpracy z managerem, nigdy nie podjął On żadnej decyzji dotyczącej mojego udziału w jakichkolwiek przedsięwzięciach, bez porozumienia ze mną. I nie mógł tego zrobić tym razem, ponieważ osobiście odwoził mnie do domu, po zeszłorocznym koncercie na Światowym Dniu Kota, gdzie zrobienie sobie zdjęcia z jednym wyjątkowej urody kiciusiem, wywołało u mnie sporą reakcję alergiczną. To co by się działo na Wystawie Kotów, gdzie jest ich ździebko więcej? Zresztą rozmawiając ze mną telefonicznie powiedział, że jak mógłby potwierdzić mój udział w kweście, skoro wie, że mam alergię.
Reasumując, popieram działalność charytatywną, ale tym razem ktoś dał ciała. I z pewnością nie były to koty.
KK
Zamówiłam na najbliższą sobotę ekipę alpinistów, żeby odśnieżyli nam dach i skuli sople. Przyszła odwilż i zrobiło się naprawdę niebezpiecznie. Przedwczoraj Jarek odśnieżał podwórko i cudem uniknął nieszczęścia, bo niedługo po tym jak skończył, z dachu spadła ogromna bryła lodu i z hukiem roztrzaskała się o chodnik. Uliczka na której mieszkam jest totalnie zapomniana przez Zarząd Transportu Miejskiego, no bo kogo obchodzą mało uczęszczane i niestrategiczne miejsca. Wszędzie leżą wielkie zwały śniegu. Jak to wszystko zacznie gwałtownie topnieć, to bedziemy tu mieli małą Wenecję. Już współczuję sąsiadom, którzy mają podpiwniczone domy. Powiem szczerze, że ta cała zima już mi „wychodzi bokiem”. Och, gdyby tak być niedźwiedziem, zapaść w sen zimowy i obudzić się dopiero na wiosnę... Ale nie ma tak dobrze. Niestety. Na znak protestu kupiłam coś, co kojarzy mi się z przyjazną, ciepłą aurą i zabawami na podwórku. Ha! I tu Was zaskoczę! Kupiłam sobie... hulahop.Na początku szło mi niemrawo, ale powoli się rozkręcam. Nie spodziewam się że osiagnę takie rezultaty jak w podstawówce, ale mam niezły ubaw i przy okazji trochę ruchu dla zaśniedziałych członków. W zeszłej edycji Mam talent widziałam dziewczynkę, która kręciła równocześnie kilkudziesiącioma kółkami. Ja postanowiłam ograniczyć się do jednego.
W końcu co za dużo, to niezdrowo ;-)
KK
Przedwczoraj był tłusty czwartek, a jak wiadomo w tłusty czwartek jada się pączki. Najlepsze pączki w stolicy są zdecydowanie na ulicy Chmielnej, ale w tym roku jakoś nie było mi po drodze, więc zakupiłam dla siebie i dla ukochanego mego Jarosława cztery (po jednym na każdą nóżkę) w pobliskim sklepiku. Kiedy zapytałam sprzedawczynię czy pączki są aby smaczne, jakoś nie spotkałam się z entuzjazmem z jej strony. W innych okolicznościach przyrody zrezygnowałabym z zakupu, no ale tradycji musiało stać się zadość. Konsumpcja zakończyła się na jednym kęsie, bo tak paskudnych pączków nie jadłam jak żyję. Mam nieodparte wrażenie, że na oleju na którym były usmażone, wcześniej smażono zgoła inne rzeczy i wolę nie wnikać jakie. No, ale potrzeba matką wynalazków, więc zaczęlam szperać w internecie, żeby znależć jakiś szybki przepis na coś słodkiego i kalorycznego, w sam raz na tłustoczwartkową rozpustę. I znalazłam na stronie mojej ukochanej Nigelli Lawson pyszne czekoladowe fudge. Przepis i wykonanie jest dziecinnie proste. Ponieważ nie miałam składników proponowanych przez Nigellę, pozwoliłam sobie na niewielką modyfikację.
I oto co następuje:
Składniki:
2 tabliczki czekolady (najlepsza do tego jest czekolada gorzka min. 70% kakao, ale ja użyłam jednej gorzkiej i jednej mlecznej)
200 gr skondensowanego mleka słodzonego z puszki
15 gr masła
szczypta soli
ok.80 gr dowolnych dodatków (orzechy włoskie, pistacje, orzechy laskowe, migdały – ja zrobiłam z orzechami włoskimi, bo tylko takie miałam w domu)
Wykonanie:
Rozpuścić w garnku czekoladę z masłem, mlekiem skondensowanym i szczyptą soli. Do rozpuszczonej masy dodać orzechy. Masę przelać na niewielką blachę wyłożoną papierem pergaminowym (ja używam formy silikonowej, wtedy nie trzeba papieru) i to wszystko wkładamy do zamrażalnika i czekamy aż stężeje. Po stężeniu kroimy na kawałki dowolnej wielkości. Można śmiało trzymać czekoladki w pudełeczku w zamrażalniku, bo takie są najlepsze.
Niestety nie udało mi się zrobić zdjęcia, ale zamieszczam to ze strony Nigelli (moje wyglądały tak samo, tylko różniły się orzechową wkładką).

Niebo w gębie :-)
KK
piątek, 19 marca 2010
Licznik odwiedzin: 340003
W głowie mam dźwięków bez liku. Co w sercu - mam na języku. Nogi przywykłe do kłód pod nogami. Łokcie niezdolne do pchania łokciami. Nie znajdziesz mnie na świeczniku ;-)
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: